Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słodkości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słodkości. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 lutego 2012

Tłusty czwartek

Dzisiaj Tłusty Czwartek. Ciekawe, ile udało się Wam pochłonąć pączków? Ja bez bicia przyznaję się do dwóch kupnych zjedzonych w pracy i dwóch domowych. No właśnie, o tym będzie ten post o moim nie-udanym debiucie pączkowym. Przepis znalazłam na moim ulubionym blogu Słodkościowym. Przepis prosty, zdjęcia śliczne, ale niestety ciasto drożdżowe po raz kolejny dało mi do zrozumienia, że nic z tego. Nie twierdzę, że z pączków nic nie wyszło, ale odpowiedni wygląd miało może z 5-6 sztuk. Pączuchy nie za bardzo chciały rosnąć, a jak już urosły to nie chciały się odczepić od blachy, zaczęły się zapadać. Po prostu źle wyrobiłam ciasto :(
Smażyłam je wczoraj i skosztowałam dopiero dzisiaj. Rodzina chwaliła, ale ja nie byłam przekonana.
Okazało się, że są rzeczywiście całkiem smaczne, zupełnie inne od pączków z cukierni, delikatniejsze. Jeśli znacie się co nieco na smażeniu pączków to przepis ten jest godny uwagi. Może za jakiś czas sama zdecyduję się na drugą próbę. Może się w końcu do ciasta drożdżowego przekonam?

Przepis tu. Ja nadziała swoje marmoladą niby różaną ;)

A to fotka zrobiona przez siostrę, (ja nie chciałam) wybrała te najładniejsze :)


niedziela, 17 lipca 2011

Murzynek z borówkami

Dawno nie było nic słodkiego i to nie dlatego, że się obijam i w domu jadamy tylko kupne ciastka. Po prostu ostatnio nie piekłam niczego nowego, tzn. czego bym już wam nie pokazywała.

Dziś rano upichciłam cisto, które piekę już od szkoły średniej, choć w takiej formie to pierwszy raz. Na ogrodzie dojrzały borówki i tak sobie pomyślałam, że trzeba coś dobrego z nich stworzyć. No i przypomniałam sobie o murzynku z moim ulubionym kremem maślanym. W oryginale jest bez owoców, a wierzch pokrywa polewa kakaowa.

SKŁADNIKI:
Ciasto:
1/2 kostki margaryny lub masła
25 dag cukru
25 dag mąki tortowej
3 łyżeczki proszku do pieczenia
4 jajka
1/2 szklanki mleka
3 łyżki kakao
Krem:
1 kostka masła (choć w tej wersji lepiej dać 1,5 lub 2)
15 łyżeczek cukru
1 cukier waniliowy (właśnie zauważyłam, że o nim zapomniałam :))
1 szklanka śmietany 18%

Przygotowanie:

Ciasto: masło ucieram z cukrem, jak już się rozpuści dodaję po jednym, całym jajku. Mąkę mieszam z proszkiem do pieczenia i kakao i po trochę dosypuję do masy maślanej i dalej ucieram. Jak już wszystko się połączy dodaję mleko i ucieram. Gotowe ciasto przelewam do wysmarowanej i wysypanej mąką tortownicy. Piekę w temp. 180 st. (w rozgrzanym piekarniku) przez około 45 minut. Najlepiej sprawdzić patyczkiem :)

Krem: Ja zazwyczaj ucieram go w makutrze, choć dziś użyłam robota kuchennego. najpierw ucieram samo masło, później wsypuję cukier i ucieram tak długo, aż się rozpuści. Później, po jednej łyżce, dodaję śmietanę i ucieram. Trochę to trwa, ale krem wychodzi pycha. Można do niego dodać stopionej czekolady i wtedy mamy wersję czekoladową.

Później to już według uznania, przekrawam na pół smaruję kremem i dodaje owoce. Na wierzch albo polewa, albo pozostały krem i również owoce. Na ten dzisiejszy pokruszyłam też ciasto, które musiałam odkroić, bo zrobił mu się brzuszek :)
Smacznego!


A poza tym, w ostatnim czasie uczę się szyć na maszynie. Co z tego wyniknie pokażę być może w przyszłym tygodniu, jeśli się będzie nadawało do pokazania ;)

wtorek, 1 marca 2011

Torty urodzinowe

Wczoraj miałam urodziny. Jak zwykle tort musiałam sobie sama upiec. A to dlatego, że nikt by nie sprostał moim oczekiwaniom :)
W tym roku upiekłam dwa: Kakaowy tort z bitą śmietaną i brzoskwiniami oraz mój ulubiony Tort a la Sacher.

KAKAOWY TORT Z BITĄ ŚMIETANĄ I BRZOSKWINIAMI

Składniki:
6 jajek
szklanka cukru
szklanka mąki
łyżeczka proszku do pieczenia
pół szklanki kakao

litr śmietanki 30%
1/3 szklanki cukru pudru
puszka brzoskwiń

Wiem, że każdy ma jakiś swój przepis na biszkopt, który mu wychodzi. Ja robię go tak: oddzielam białka od żółtek. Z białek ubijam pianę i kiedy już jest prawie sztywna dosypuję po trochę cukru i nadal ubijam. Potem dodaję żółtka. Następnie porcjami przesiewam mąkę wymieszaną z kakao i proszkiem do pieczenia do jajek i ubijam na mniejszych obrotach. Formę do pieczenia smaruję tylko na spodzie (boki omijam bo ciasto się zsycha i kurczy) wysypuję mąką. Piekę 10 minut w 150 st, 25 minut w 180 st, potem zmniejszam na 100 i zostawiam jeszcze na 5 minut.
Po przestygnięciu przekrawam na 3 krążki.
Ubijam śmietankę z cukrem pudrem. 3 połówki brzoskwiń zostawiam do przybrania tortu. Resztę kroję w drobną kostkę. Połowę bitej śmietany mieszam z brzoskwiniami. Tą masą przekładam biszkopt, a resztą smaruję ciasto z wierzchu i ozdabiam przy użyciu rękawa cukierniczego.
Ten , wyszedł mi wyjątkowo wysoki, miał jakieś 15 centymetrów :)



TORT A LA SACHER

Składniki:
250 g gorzkiej czekolady
250 g masła
6 jajek
160 g cukru
cukier waniliowy
250 g mąki
konfitura morelowa (mały słoik)
polewa z czekolady deserowej
łyżeczka proszku do pieczenia

Najpierw topię czekoladę w kąpieli wodnej. Masło ucieram mikserem, aż zrobi się puszyste. Czekoladę, oczywiście przestudzoną wlewam do masła cienkim strumieniem i cały czas ucieram. Następnie dodaję żółtka i cukier waniliowy. Białka ubijam na sztywną pianę, po czym dosypuje cukier i dalej ubijam. Potem przekładam pianę po jednej łyżce do masy z masła i ubijam na niskich obrotach. Można też mieszać łyżką. Chodzi o to, żeby masa nadal była puszysta. Na koniec przesiewam mąkę z proszkiem do masy i delikatnie mieszam. Ciasto piekę około 50 minut w temperaturze 180 st.
Po upieczeniu i przestudzeniu przekrawam na dwa krążki. Konfiturę rozgrzewam w rondelku. Jeśli ma duże kawałki owoców to warto ją najpierw potraktować blenderem :) Gorącą konfiturą smaruję jeden krążek, cienką warstwą, przykrywam drugim. Całe ciasto smaruję resztą konfitury. Jak wyschnie pokrywam je polewą. Gotowe.


Tylko coś t wzorki nie wyszły mi za bardzo bo czekolada zaczęła już tężeć :)

środa, 16 lutego 2011

Gliniane wisiorki i Karciane Ciasteczka

Ostatnio ciężko mi usiąść do komputera i napisać nowy post.  Może to dlatego, że nie ma w laptopie internetu, a to z niego głównie korzystam. A może po prostu jestem leniwa. Nie wiem. Nawet zdjęcia robię regularnie, i obrabiają się też w miarę regularnie :)

Otóż nareszcie wykorzystałam glinkę samoutwardzalną, którą kupiłam dawno, dawno temu... Nie wiem czy takie rzeczy mają datę ważności. W każdym razie na opakowaniu nie było. Myślałam o niej od kilku miesięcy, ale jakoś nie miałam pomysłu. No i w końcu doznałam olśnienia. Tylko jeszcze nie do końca wiem co zrobię z tym dalej. A mianowicie wygląda to tak:




Nie wiem jaką takie zawieszki będą miały wytrzymałość. Bo ta glinka to tak naprawdę coś w rodzaju masy papierowej, ale tak dokładnie to nie wiem, bo nie podali składu. Na razie leżą sobie w pudełku. Zamierzam je pomalować. Kupiłam sobie Efektowne Pasty Akrylowe, które na pewno na nich wypróbuję.
Przy zabawie, jak widać użyłam tego co zazwyczaj przydaje mi się w kuchni, wałka i foremek do ciastek.

Później te same narzędzia posłużyły mi w przygotowaniu kruchych ciasteczek. Kiedyś na proszku do pieczenia, czy cukrze waniliowym wypatrzyłam fajny wzór na ciastka. Zagniotłam ciasto, a do połowy dodałam kakao i tak powstały "Karciane Ciasteczka". Karo, Pik, Trefl i Kier :)

piątek, 4 lutego 2011

Kruche ciastka i serniczek :)

Dzisiaj tak szybko. I na słodko. Na wstępie bardzo dziękuję Izie za wyróżnienie :)

Mania na kruche ciasto trwa. Tym razem zrobiłam ciasteczka z czekoladą. Strasznie lubię eksperymentować i, co zabawne, najlepiej mi tak wychodzi. Kiedyś robiłam z przepisów, ale zawsze wychodziło mi za twarde, nigdy takie jakbym chciała. Ach, teraz ani się obejrzę a ciastek nie ma ;)



Okazało się, że zima ma jedną bardzo dużą zaletę. Ponieważ czekolada nie chciała mi zastygnąć, wyniosłam ciastka... na balkon. Pięć minut i gotowe!

SERNIK WIEDEŃSKI

Serniczek chodził za mną od dawna. Wczoraj upiekłam wiedeński, mój ulubiony. Polałam go lukrem, ale wsiąkł :)

I przy okazji: Dzisiaj kończy się Candy u El Clavel. Powodzenia.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Witajcie w Nowym Roku!

Tak, wiem. Zaczął się już dawno temu, ale jakoś ostatnio nie miałam czasu. Ani na pisanie postów, ani na robótki w ogóle.

Skończyłam kurs grafiki, i to z całkiem niezłymi ocenami :) No i teraz odpoczywam. Od wszystkiego.
Przyznam się, że ostatnio próbowałam ufilcować kapcie, ale nie wyszło :( Nie mam kopytek, więc próbowałam innymi sposobami. Ktoś wie, gdzie kupić takie kopytka? Marzą mi się cieplutkie filcowe kapciuszki ...

Ale dziś będzie nie o filcowaniu, a o słodyczach. To jest coś na co zawsze znajdę chwilę. No może trochę więcej niż chwilę. Na ostatnie babskie spotkanie upiekłam kruche babeczki i bynajmniej nie zajęły mi 5 minut, a prawie cały dzień. Ale w końcu to czysta przyjemność.

KRUCHE BABECZKI Z KREMEM KARPATKOWYM I OWOCAMI




Ciasto kruche, moje ukochane, jak zwykle robione bez miarki, na oko. Masło,  mąka tortowa, mąka krupczatka, cukier puder, i łyżeczka proszku do pieczenia. Powiedzmy, że proporcja 3:2:1. Ale tak naprawdę nie wiem :)
Babeczki piekłam pół dnia. Z dwóch kostek masła wyszło jakieś 80 babeczek. No i stanęłam przed dylematem: Co do środka? Myślałam o bitej śmietanie, która jest dobra na wszystko. Jakoś nie byłam przekonana, więc zaczęłam wertować moją teczkę z przepisami. I na tym upłynęło mi kolejne pół dnia.
Zaczęło się robić późno. A ja wciąż nie miałam pomysłu. I tu się przyznam, że poszłam na łatwiznę. Ostatecznie babeczki nafaszerowałam awaryjnym kremem do karpatki z torebki, ale żeby nie było to nie byle jakiego, tylko jedynego słusznego - firmy na D... ;)
Macie może sprawdzony przepis na krem do karpatki? Taki, który zawsze wychodzi. Pamiętam jak moja mama kiedyś próbowała taki zrobić, ale jej nie wyszedł.

No to czas na drugie ciasto. Do niego krem zrobiłam sama, prosty, ale przepyszny.

TORT Z KREMEM CZEKOLADOWYM



Bazą tego ciasta jest najzwyklejszy biszkopt. Każdy na pewno ma taki, który mu zawsze wychodzi. Mój upiekłam z 6 jaj, szklanki cukru i szklanki mąki, z dodatkiem jednej łyżeczki proszku do pieczenia. Białka ubiłam robotem na sztywno, potem dodałam cukier, jak się rozpuścił wrzucałam po jednym żółtku i na zmniejszonych obrotach ubijałam nadal. Później mąka z proszkiem i gotowe. Piekłam 30 minut stopniowo zwiększając temperaturę od 100 do 180 stopni.

Krem zrobiłam z 2 kostek masła, około 30 łyżeczek cukru, kubeczka śmietany 18% i połowy gorzkiej czekolady.
Najpierw masło ucierałam z cukrem w makutrze. Kiedy cukier się już rozpuścił zaczęłam wlewać śmietanę stopniowo, po łyżce. Trzeba uważać bo w pewnym momencie masa już nie będzie chciała się ze śmietaną łączyć. Wtedy uznajemy, że wystarczy. Czekoladę rozpuściłam w kąpieli wodnej. Po przestudzeniu lałam cienkim strumieniem do masy i nadal ucierałam aż się wszystko ze sobą połączyło. Ten krem maślany to tylko baza, można do niego dodać co się chce: zmielone orzechy, kakao, kawę, itd.
Ja widać na zdjęciu boki ciasta obłożyłam wiórkami z czekolady.

Na dzisiaj to już koniec. Postaram się jak najszybciej wrzucić coś robótkowego. Po prostu muszę pokończyć zaczęte projekty :)


poniedziałek, 6 grudnia 2010

A o tytule zapomniałam :)

Iza mnie zmotywowała. Właśnie spojrzałam na datę ostatniego posta. Dokładnie miesiąc temu! Ojej. Cały czas biegam na kurs grafiki, teraz będę się uczyć projektowania stron internetowych. Chłonę wiedzę jak gąbka i idzie mi całkiem nieźle. No i zaniedbałam Filczakowo, nad czym bardzo boleję.

No dobra, zdaję relację z ostatniego miesiąca. Nie było tak, że się obijałam twórczo. Naszydełkowałam trochę gwiazdek, część poleciała do Kanady. Upiekłam 220 pierniczków na choinkę.  Uff... Teraz powoli je lukruję. W międzyczasie dostałam zamówienie na dwie różyczki filcowe. Na pewno było coś jeszcze... Acha robiłam ozdoby na choinkę z makaronu. I przyznam szczerze, że było to ciekawe doświadczenie, aczkolwiek szkoda mi było makaronu :( gdyż jestem jego zagorzałą fanką.  I zdecydowanie wolę go jeść :) Pod każą postacią. Ale efekty wyszły niezłe. Jeszcze nie ma zdjęć bo jakoś nie mam pomysłu, a poza tym ciągle jest nieodpowiednie światło i fotki wychodzą nie takie jakbym chciała.

Ostatnio strasznie zaniedbałam filcowanie. Złapałam za szydełko i na razie nie wypuszczam. Zresztą do szydełka to pałam miłością do dawna, a że wygrzebałam sobie całą torbę różnokolorowych włóczek, to na pewno coś powstanie. Na razie mam dwa niedokończone egzemplarze. Może w ciągu miesiąca je skończę :)

A teraz skromna prezentacja:

Najpierw moja duma - PIERNICZKI CHOINKOWE


Teraz Filcowe Różyczki i stary kwiatek, który w końcu komuś przypadł do gustu.


No i jedna maszkarona ;) Księżniczka z makaronu

piątek, 24 września 2010

Orzechowe magdalenki

Dzisiaj miałam dzień pod tytułem: "wszystko leci mi z rąk". I mniejsza o mydło czy łyżkę upaćkaną jakimś jedzeniem. Gorzej było jak wypadła mi blacha z ciastkami :(

Piekłam Madgalenki. O tych ciastkach marzyłam od dawna. Kiedyś wyrwałam przepis z Pani Domu czy innego Poradnika Domowego. Tylko nie miałam odpowiednich foremek. Ale od czego jest tesco. I produkty na wagę. Wygrzebałam w jednym z koszy prześliczne foremeczki w kształcie muszelek. Ile tylko było, czyli 40 sztuk :)

Zabrałam się do roboty, ale brakowało mi kilku składników. I dlatego skórkę i sok z cytryny zastąpiłam mielonymi orzechami. I tak powstały Magdalenki orzechowe. Przyznaję, że bardzo smaczne.



Przepisu teraz nie podam. Umieszczę go na nowym blogu, który zamierzamy z Anitą założyć. Piszę o tym tutaj, bo może nas to w jakiś sposób zmobilizuje :)

Na osłodę przedstawiam moje drugie psisko, znalezione dwa lata temu przy drodze. Czyż nie jestem słodka?

środa, 25 sierpnia 2010

Torcik

A więc, torcik wyszedł. I to całkiem ładny. Dużo bitej śmietany, gorzka czekolada i jeżyny z ogródka.

Impreza też się udała. Była pyszna kolacja, a później tradycyjnie obejrzeliśmy Kac Vegas - komedię Wszech Czasów ;)


No a teraz lecę filcować naszyjnik zamówiony przez Rupieciarnię.

piątek, 20 sierpnia 2010

Wiśniowy skubaniec i ... Biały Miś

W ubiegły weekend moja babcia odwiedzała daleką rodzinę. Poczęstowano ją pysznym ciastem, na które przepis udało się jej wydębić ;) A nie było łatwo. Później okazało się, że moja mama kiedy byłam jeszcze mała często piekła owo ciasto, ale potem zaniechała i sama nie wie czemu. Ciasto nosi uroczą nazwę - Skubaniec. Dziś upiekłam. Rzeczywiście pyszne.


Ponieważ przepis to Rodzinna Tajemnica, to niestety nie mogę go podać. Powiem tylko tyle. Kruche ciasto, wiśnie, beza. Mmmmm.........

I jeszcze odnaleziona pewna zguba. A raczej zgub. Uszyłam go jakieś 10 lat temu. Nie miałam wtedy takich fajnych oczek i noska jakie można kupić dzisiaj. Musiałam improwizować. Oczy zrobiłam z koralików, a nos z takiej zaślepki, które się używa przy meblach, żeby ukryć śruby. Pamiętam jak jedną wydłubałam ;)
A jaki był problem z kupnem futerka! Obeszłyśmy z mamą pół miasta i znalazłyśmy tylko białe, a ja wtedy chciałam czekoladowe albo rude.

Oto Biały Miś - taki trochę niewydarzony...

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Allegro i Aaaannnnnnnnnnnielskie ciasto

Moje Filczaki w Rupieciarni powoli się sprzedają. Bardzo powoli. Za to zapasy czesanki dość szybko topnieją, dlatego postanowiłam sprzedać trochę towaru ;)
Tym razem na allegro. Zapraszam!

A jeszcze jedno. Anielskie ciasto okazało się ciastem iście diabelskim. Wyszedł spektakularny zakalec. Zdjęcia nie ma i nie będzie! Po wyjęciu z pieca oraz, rzecz jasna, przetestowaniu jakości, poszedł do śmieci. Moja intuicja dobrze mi podpowiadała, że ten przepis jest nieteges.  No, ale zawsze trzeba się przekonać. Przecież mogłam się mylić! No, ale się nie pomyliłam. A może lepiej było zrobić bezy? Z 12 białek? Uff...

Jak ktoś chce to podaję przepis. Może będziecie mieć więcej szczęścia?

ANIELSKIE CIASTO

SKŁADNIKI:
• 12 białek
• 25 dag cukru
• 4 opakowania cukru waniliowego
• szczypta soli
• 10 dag mąki
• 40 g mąki ziemniaczanej
• 30 dag śmietany kremówki
• 50 g pokrojonych pistacji
• 15 dag malin

PRZYGOTOWANIE:
Do lekko schłodzonych białek wsypać jedną trzecią cukru. Energicznie ubić. Nie przerywając ubijania, stopniowo dodawać resztę cukru, cukier waniliowy oraz sól. Masa białkowa powinna być ubita na sztywną pianę.
Delikatnie połączyć białka z przesianą mąką i mąką ziemniaczaną. Ostrożnie, ale dokładnie wymieszać na masę o jednolitej konsystencji.
Piekarnik rozgrzać do temperatury 175 st.
Masą białkową napełnić formę (pojemności około 2 litrów) w kształcie wieńca. Wyrównać powierzchnię.
Wstawić do piekarnika i piec około 40 minut. Wystudzić i wyjąć ostrożnie z formy. Przełożyć na paterę.
Ciasto udekorować bita śmietaną, opłukanymi, osuszonymi malinami oraz posiekanymi pistacjami.

środa, 11 sierpnia 2010

Ogórkowy dzień

Pracowity dzień za mną. Kisiliśmy dzisiaj ogórki ;)

Od rana było obieranie, krojenie, mycie, a potem upychanie do słoików :) Ach ręce jeszcze mi pachną czosnkiem.

W międzyczasie zdążyłam upiec Creme Brulee. Ja nie wiem jak to się dzieje, ale znowu nie udało mi się nie spienić hartowanych żółtek! Dlatego na wierzchu zrobiła się pianka. I nie wygląda tak jak bym chciała. No, ale tym razem wykorzystałam pomysł z gorzka czekoladą. Wyszło super.


Na tym jeszcze nie koniec. Wieczorem zachciało mi się wypróbować przepis na Creme Patisserie. Znalazłam go w, już wspominanej, "Kruchej jak lód". Anita już wcześniej go robiła i jej wyszedł. Mój chyba też wyszedł, choć, jak na mój gust, nieco za rzadki. Jako bazę pod niego upiekłam moje ukochane kruche babeczki. No i jeżyny z ogródka w roli wisienki na torcie ;) A co do smaku, to powiem, że ciekawy, ale mnie nie powalił. Dokładny przepis krok po kroku tutaj.


Zostało mi 12 białek. Jutro pierwszy raz upiekę Anielskie ciasto. Ciekawe czy wyjdzie?

niedziela, 1 sierpnia 2010

Jagoffinki :)

Ostatnio na moim blogu bardziej "ciastowo" niż "robótkowo", ale cóż robić! Robótki robią się powoli, a rezultaty póki co średnio nadają się do prezentacji. A ciacha to dużo szybciej idą. I wychodzą :) Muffinek zostało już tylko 5. Ostatnio oglądałam "My Blueberry Nights" (wolę oryginalny tytuł) i tak mi się zachciało ciacha z jagodami. Mmmm

piątek, 30 lipca 2010

Podstawowy przepis na muffinki

Na specjalne zamówienie pewnej baletnicy :)

Przepis jest bardzo prosty i szybki. Na 12 babeczek.

Składniki:
1 cała i 1 niepełna szklanka mąki tortowej
3/4 szklanki cukru pudru
3 łyżeczki proszku do pieczenia
1 szklanka mleka
1/3 szklanki oleju
1 jajko
ewentualnie cukier waniliowy

Do dzieła!

Bierzemy dwie miski. Do mniejszej wlewamy mleko, olej, wbijmy jajko. Do drugiej przesiewamy mąkę, cukier puder i proszek do pieczenia (cukier waniliowy też). Składniki mokre ubijamy trzepaczką do piany z białek. Jak ktoś woli można użyć miksera, ale jest to zbyteczne. Jak się połączą w jedną masę przelewamy do składników suchych i mieszamy tą samą trzepaczką. Aż składniki się połączą i masa będzie jednolita, bez grudek, leista. Ciasto przelewamy do foremek. Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni. Wkładamy foremki do pieca i pieczemy 30 minut. Można sprawdzić patyczkiem, jeśli jest suchy to można je wyjąć.

Do ciasta można dodać kakao, pokruszona czekoladę, jagody, orzechy i co tam jeszcze wam przyjdzie do głowy ;)
Wrzućcie to tylko na samym końcu po połączeniu składników suchych z mokrymi.

Smacznego!

Kruche babeczki z jabłkiem

A teraz post, który miałam zaplanowany od rana. Poprzedni był "z ostatniej chwili".

Jak głosi tytuł posta, upiekłam dziś babeczki. Znowu. Ale tym razem lepsze, i słodkie jak...
Dzisiaj będzie krok po kroku, ze zdjęciami autorstwa El Clavel.

Składniki:
kostka margaryny z lodówki
szklanka cukru pudru
2 i 3/4 szklanki mąki (pół na pół tortowej i krupczatki)
2 żółtka
łyżeczka proszku do pieczenia
łyżeczka cukru waniliowego
3 łyżki zimnej wody
900 g prażonych jabłek (ja akurat miałam ze sklepu, ale można samemu uprażyć)

Zaczynamy!

Do miski lub, jak kto woli, na stolnicę wsypujemy mąkę, cukier puder, proszek do pieczenia i cukier waniliowy. Margarynę kroimy wprost na mąkę i inne sypkie składniki. Siekamy nożem aż powstaną drobniutkie grudki. Dodajemy wodę i żółtka i jeszcze trochę siekamy, po czym szybko zagniatamy. Teraz na godzinę do lodówki.
Opisuję sposób zagniatania ciasta tak dokładnie, bo z doświadczenia wiem, że nie dla każdego jest to takie oczywiste :)
Po godzince, w czasie której możemy sobie np. przygotować stolnicę, foremki, wałek, itd, wyciągamy ciasto. Stolnicę posypujemy mąką i wałkujemy ciasto na grubość ok. 3-4 mm. Foremkami na babeczki wykrawamy kawałki ciasta i wyklejamy je nim. Następnie napełniamy je jabłkami. Ważne żeby zostawić wolne brzegi. Wygląda to tak:



No cóż, ja przesadziłam z ilością nadzienia i w czasie pieczenia się pootwierały. Lepiej dać mniej!!!

Znów wałkujemy ciasto na podobna grubość i wykrawamy okręgi o podobnej średnicy do średnicy foremek. Lepiej żeby były większe niż mniejsze. Ja znalazłam szklankę o niemal takim samym rozmiarze :)
Placki ciasta nakładamy na nadzienie i dokładnie dociskamy brzegi, tak aby oba ciasta się połączyły.


Piec rozgrzewamy do 200 stopni. Wkładamy babeczki i pieczemy 30 minut. Jeśli ktoś woli mocniej przyrumienione to można potrzymać dłużej. Moje wyszły blade. Ale jakie pyszne!



Smacznego!

środa, 21 lipca 2010

Kruche babeczki z bitą śmietaną

Piekłyśmy wczoraj kruche ciasteczka. Przy okazji wypróbowałam nowe foremki na babeczki. Dzisiaj ubiłam śmietanę i rozmroziłam kilka truskawek. Oto co wyszło...


A oto przepis na kruche ciasto (całkiem improwizowany ;))

Składniki:
3 i 1/2 szklanki mąki (po połowie tortowej i krupczatki)
1 i 1/2 kostki margaryny
1 i 1/3 szklanki cukru pudru
3 łyżki zimnej wody
2 żółtka

Przygotowanie:
Wszystko wrzucamy do miski. Najpierw siekamy nożem, a jak powstaną grudki, szybko zagniatamy. Wkładamy do lodówki na 1 godzinę.
Odrywamy kulki ciasta wielkości orzecha włoskiego i wylepiamy nim foremki.
Pieczemy około 15-20 minut w temp. 200 st. Piekarnik powinien być nagrzany.

Bitą śmietanę ubiłam ze śmietanki 30% z dodatkiem cukru pudru (około 3 łyżki na pół litra). A truskawki no cóż najlepsze są świeże, ale, jak już pisałam, całe przedsięwzięcie było improwizowane i spontaniczne, a truskawek świeżych brak :(

Smacznego!

czwartek, 1 lipca 2010

Ciasta i inne słodkości

Ostatnio mój komputer choruje. Ma problemy z włączaniem się, działaniem niektórych programów i ogólnie jet jakiś taki rozbity. Biedak złapał jakiegoś wirusa. Dlatego nie chciałam go męczyć zamieszczaniem nowych postów. Teraz czuje się nieco lepiej, ale nie wiem jak długo to potrwa. Wizyta u lekarza chyba będzie niezbędna :(

Korzystam więc i zdaję relację z pracowitego weekendu oraz początku tygodnia, który minął pod znakiem ciast i innych słodkości.

Ostatnio gorąco, więc starałam się nie używać piekarnika, a przynajmniej tak było w zamyśle. W rezultacie powstało tylko jedno ciasto na zimno.


Spód zrobiłam z pokruszonych herbatników, zmieszanych z 4 łyżkami stopionego masła. Na górę wyłożyłam bitą śmietanę, zmieszaną z 1/3 szklanki wody, w której rozpuściłam łyżeczkę żelatyny. I jeszcze wrzuciłam pokrojone w drobną kostkę brzoskwinie. Całość polałam stopioną czekoladą. Wyszło pycha, choć śmietana słabo stężała.

W poniedziałek zerwałam się z łóżka skoro świt i popędziłam do Lidla. Oto co kupiłam:



Śliczne kokilki, w ilości ośmiu sztuk. No to teraz się zacznie: creme brulee, creme caramel, suflety....

W lodówce zabłąkał się talerz truskawek. Jakoś nikt nie chciał ich zjeść na surowo. Nie było wyjścia. Upiekłam kruche ciasto z truskawkami. No i zaprosiłam przyjaciółkę. 

Ciasto wyszło ultracienkie :) Powiedzmy wersja light.


Ciasta wyszło trochę za mało gdyż proporcje wzięłam z głowy: 2 szklanki mąki tortowej, kostka margaryny, 3/4 szklanki cukru pudru (zawsze daje puder bo dzięki temu jest naprawdę kruche) i dwa żółtka. Szczerze mówiąc, truskawek też było niewiele. Zagotowałam je z 2 szklankami wody i 1/3 szklanki cukru. Zrobiło się jeszcze mniej ;)

Wszyscy się śmiali, bo ciasto po upieczeniu miało mnij niż 1,5 cm.

We wtorek postanowiłam zrobić Creme Brulee. Trochę się obawiałam. Oto przepis z jakiejś gazety:

KREM BRULEE

SKŁADNIKI:
• pół litra śmietany kremówki (36%)
• 6 żółtek
• 1/3 szklanki białego cukru
• 4-5 łyżek brązowego cukru
• laska wanilii
• dowolnie: świeże figi lub inne owoce
• kilka listków mięty lub melisy do przybrania

PRZYGOTOWANIE:
Laskę wanilii przeciąć wzdłuż. Czubkiem noża wyskubać miąższ, resztę pokroić jak najdrobniej. Wszystko posypać łyżką cukru i rozetrzeć wałkiem, by cukier wchłonął jak najwięcej aromatu. Śmietankę wlać do rondla, wsypać cukier, utartą wanilię i mieszając, podgrzewać, nie dopuszczając do zagotowania! Gdy na brzegach garnka pojawią się bąbelki, zdejmujemy z ognia.
Żółtka włożyć do miski i lekko ubić mikserem (najniższe obroty), aż będą dobrze rozmieszane, ale nie puszyste. Małymi porcjami dolewać lekko przestudzoną śmietankę. Dokładnie mieszać przed dolaniem kolejnej porcji, ale starać się nie napowietrzać kremu. Powinien być gładki i lśniący, ale nie puszysty.
Masę przelać przez sito do żaroodpornych miseczek. Nagrzać piekarnik do temp. 95 st. i wstawić krem. W czasie pieczenia masa nie powinna wrzeć, bo zamiast kremu zrobi się jajecznica. Pieczemy 50-60 minut. Po tym czasie lekko trącić miseczki – jeśli na powierzchni nie rozchodzą się fale, krem jest gotowy (trącić każdą!!!).
Gdy krem ostygnie, wstawić go do lodówki na 6-8 godzin. Tuż przed podaniem powierzchnię posypać brązowym cukrem i przypalić specjalnym palnikiem, by powstała karmelowa skorupka. Jeśli nie mamy palnika, należy rozgrzać grill w piekarniku i wstawić miseczki pod grzałkę. Cukier może zacząć się topić już po 15 sekundach!!

Niby prosty, nic skomplikowanego. No i było tak: Nie miałam laski wanilii, wiec zastąpiłam cukrem waniliowym. A co do niespienienia masy - robiłam co mogłam, ale i tak się spieniła. Nie zrażając się przyłożyłam ją do kokilek - użycie sitka było bezpodstawne.  Piekły się około 1,5 godziny, zanim po "trąceniu" nie było fal. No i nie zrobiłam skorupki karmelowej bo nie mam, ani palnika, ani grilla w piekarniku :)

Zjedliśmy go dopiero na drugi dzień. Był wspaniały. Naprawdę super. Ale tak sobie myślę, że karmel na górze to trochę przesada. Podczas pieczenia i tak się zrobiła skorupka. Ja bym go polała raczej gorzką czekoladą, tak dla przełamania słodyczy. 

Oto zdjęcie:



Ponieważ zostało mi osiem białek postanowiłam zrobić bezy. Zniknęły błyskawicznie, ledwo zdążyłam zrobić zdjęcia.




No to by było na tyle, następnym razem będzie o filcowaniu :)

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Przepis

Poproszono mnie o przepis na ciacho. Proszę bardzo:

Składniki:
0,5 kg truskawek
2 galaretki truskawkowe
250 g serka mascarpone
pół szklanki jogurtu naturalnego
2 duże opakowania herbatników maślanych
2 łyżki cukru pudru

Przygotowanie:
Tradycyjnie truskawki myjemy i kroimy w plasterki. Połowę miksujemy. Galaretki rozpuszczamy w 400 ml wrzątku w osobnych naczyniach. Studzimy. Jedną mieszamy ze zmiksowanymi truskawkami.
Foremkę keksową wykładamy folią spożywczą. Ja swoją przykleiłam taśmą klejącą, bo się obsuwała :)
Wlewamy galaretkę ze zmiksowanymi truskawkami i wkładamy do lodówki. Kiedy już stężeje układamy na niej warstwę herbatników.
Teraz bierzemy się za warstwę serkową. Do miski przekładamy serek, wlewamy jogurt i wsypujemy cukier. Wszystko porządnie mieszamy łyżką. Można robotem, ale mi się nie chciało. Tak też jest dobrze.
Wykładamy masę na herbatniki i przykrywany kolejną warstwą ciastek.
Drugą galaretkę wkładamy na chwilę do lodówki żeby odrobinę stężała, nie wsiąknie wtedy w herbatniki.
Kładziemy kolejna warstwę deseru, czyli resztę pokrojonych truskawek. Zalewamy je galaretką i wstawiamy do lodówki na kilka godzin, najlepiej zrobić to wieczorem i zostawić na całą noc.
Rano odwracamy foremkę do góry nogami na talerz i ściągamy folię.
Smacznego!

I jeszcze coś na słodko

Przepyszny truskawkowo-galaretkowy deser, z serkiem mascarpone i maślanymi herbatnikami.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...